Data dodania: 05.04.2009  |  wyświetlenia: 9621
Quo Vadis, Korona?
Quo Vadis, Korona?
Jest kilkanaście po dwudziestej w barze Boluś, w budynku piskiego dworca PKP. Krzysztof Korona zakłada cylinder, jego znak rozpoznawczy. Rozpoczyna kolejny świetny koncert. Niestety być może jeden z ostatnich!

Jest kilkanaście po dwudziestej w barze Boluś, w budynku piskiego dworca PKP. Krzysztof Korona zakłada cylinder - jego znak rozpoznawczy i odtwarza z płyty Requiem Mozarta. Włącza nastrojowe światło. Panuje podniosła atmosfera, która w oderwaniu do rzeczywistości, mogłaby być zapowiedzią koncertu symfonicznego.

- Lubię początek imprezy - mówi z uśmiechem Korona - Uczestnicy, którzy są pierwszy raz w Fabryce Dźwięk'UF, patrzą i słuchają ze zdziwieniem... co się dzieje, miał być czad!
 
Jednak gdy Requiem dobiega końca, aura symfoniczna opada i zaczyna się właściwe rockowisko. Klimaty są przeróżne - czasem rock'n rollowe, czasem nastrojowe i awangardowe. Ale w Fabryce Dźwięk'UF przeważnie jest bardzo głośno i bardzo energicznie - hardcore'owo, punkowo, trash, death, doom metalowo, psychodelicznie.
W zależności od imprezy, co dwa tygodnie, Korona zaprasza na mocną dawkę różnego rodzaju gitarowo - perkusyjnych brzmień. Zazwyczaj grają zespoły młode, mało znane.
Mało znane, nie znaczy że słabe. Każdy bywalec imprez, organizowanych przez Krzysztofa podkreśla, że kapele są jakościowo świetne - w każdym razie imprezy Fabryki Dźwięk'UF dostarczają do Pisza trochę klimatu imprez dużych miast akademickich - Olsztyna, Trójmiasta, czy Warszawy. Niebawem Korona sprowadzi do Pisza zespoły z różnych zakątków Europy. Plany są świetlane.
- Ale niestety zawodzą piskie realia - mówi ze smutkiem Korona.
Welcome to Fabryka Dźwięk'UF
Krzysztof Korona, to sympatyczny 37-latek. Swoje początki z muzyką zaczynał w Ognisku Muzycznym w Piszu.
- Grałem na akordeonie i gdy zrobiłem dyplom, stwierdziłem, że trzeba zmienić instrument - wspomina z uśmiechem. - Pierwszą gitarę zrobiłem sam, potem była czeska podróbka Gibsona. W międzyczasie próbowałem z kumplami grać w Piskim Domu Kultury. Ale jak tam jest, wszyscy doskonale wiedzą i co najgorsze - nikt nic z tym nie robi. Wystarczyłoby zmienić jedną osobę, która pracuje tam odkąd pamiętam. Cały klimat by się oczyścił!
W czerwcu, 2008 roku, Korona przełożył swoją muzyczną pasję na konkretne działanie. Założył wtedy własną firmę o nazwie Korona Fabryka Dźwięk'UF. Jak wiele innych nowych firm, na rozpoczęcie dostał dotację z Urzędu Pracy. Za otrzymane pieniądze kupił sprzęt nagłaśniający i zorganizował pierwsze koncerty. Od 7 czerwca 2008, do 21 marca 2009, zorganizował 13 koncertów. Stroną główną Korony jest profil ma Myspace, pod adresem: myspace.com/fabrykadzwiekow
Krzysztof, podczas trwania imprezy, zajmuje się wszystkim: bramką, nagłośnieniem, pilnowaniem porządku, czasem robi za kelnera, gdy przynosi zespołom coś do zjedzenia. To "człowiek orkiestra" - kompleksowa obsługa całego koncertu w jednej osobie.
W dniu koncertu wstaję około 7 rano, wychodzę na miasto i dolepiam plakaty tam, gdzie je zerwano. – opowiada Korona. - Następnie przeglądam w kawiarenkach swoje miejsca w sieci i ciągle szukam kapel. O 15-tej staram się wrócić do domu. 16:00 - 16:45 pakuję i wystawiam na klatkę sprzęt, który około 17-tej przewozimy do baru "Boluś". Zawsze Ktoś mi pomaga to wszystko przytargać.  Jacek, Leszek, Piotrek, Krzysztof... Sprzęt jest rozstawiony i gotowy do koncertu około 18:30. O 20-stej zbierają się imprezowicze i zaczyna się impreza.
Frekwencja na koncertach nie jest mała, ale nie jest na tyle wysoka, by utrzymać się z wejściówek, które są symboliczne. Za występ dwóch zespołów wstęp wynosi 5 zł, a gdy grają trzy - 7zł. Gdyby na koncert przychodziło 50-70 osób, można by było koncerty organizować. Przy zerowym zysku. Ale obecnie przychodzi od 30 do 45 osób i to oznacza straty.
Biorąc pod uwagę dotychczasową ilość koncertów i mnogość zespołów, które grały w Piszu z inicjatywy Krzysztofa Korony, powstaje pytanie - w jaki sposób udało mu się jeszcze nie zbankrutować?
- Czasami piszę z kapelą kilka miesięcy, zanim tutaj przyjadą - wyjaśnia Krzysztof. - Ale warto! Wszystkie zespoły grają za zwroty kosztów dojazdu oraz poczęstunek. Niektórym wystarczy woda na scenie, ale ja zapewniam im lepsze warunki. Ogólnie zespoły podziwiają mój upór i cieszą się, że mogą tutaj grać. Jeszcze nie miałem kapeli, która nie chciałby wrócić na kolejny koncert, pomimo słabej frekwencji. Niektóre z nich grały już powtórnie lub będą grały!
A kto mógłby w Piszu zagrać? Temat rzeka - Oprócz polskich zespołów, mogę sprowadzić kapele z takich krajów jak Niemcy, Słowacja, Słowenia, Francja, Anglia, a nawet Watykan! W grę wchodzą również zespoły z USA. Nie podaję nazw, bo to tajemnica zawodowa. Zespoły są często nieznane, ale zawsze są bardzo dobre.
Niestety... często z wejściówek Krzysztof nie ma nawet na opłacenie paliwa dla jednej kapeli... i czeka na sponsorów, aż obudzą się z zimowego snu i w końcu zrozumieją, że robi coś dobrego dla miasta.
Welcome to Pisz! - czyli piska pobudka...
Finansowo się nie wyrabiam – rozkłada ręce „człowiek orkiestra”. - Zanim to wszystko zacząłem kręcić, chodziłem po całym Piszu.
Byłem w ponad 30 piskich firmach. Zostawiłem jasną i przejrzystą pisemną ofertę reklamy sponsoringowej. Jaki był efekt? Zero pytań, zero odpowiedzi, zero zainteresowania. W Urzędzie Miejskim natomiast stwierdzono, że nie mają takich pieniędzy. A chodziło o 12.000 zł + VAT, na cały rok działalności: 2 koncerty w miesiącu, zawsze minimum 2 zespoły... Prawdopodobnie moje pismo leży gdzieś w urzędniczej szufladzie. Wcześniej było odsyłane, jak "gorący kartofel", do Pedeku.
Ale o tej instytucji już wspominałem. Dodam tylko, że od stycznia zrobiłem 5 koncertów, a Piski Dom Kultury żadnego, a przecież dostają na to ogromne pieniądze. A potem są historie, że robią Białego Misia. Imprezę, która trwa 3 dni, a kosztuje setki tysięcy złotych. Za ułamek tej kwoty, zorganizowałbym cały rok koncertów, co dwa tygodnie dwa zespoły. Wszystko społecznie - dla Pisza, piszan i turystów, bo sam bym i tak nie zarobił. Niestety dziwna polityka panuje w tym mieście.
W sumie łatwiej mi się dogadać z zagranicznymi zespołami, niż z urzędnikami. Znam angielski, ale pani wiceburmistrz chyba zna go lepiej, bo stwierdziła, że kapele z Finlandii mają brzydkie nazwy - uśmiecha się Krzysztof. [Part Time Killer - zabójca na pół etatu, red.]
W tej chwili Fabryka Dźwięk'UF Korony ma dwóch sponsorów. Jednego od początku - Krzysztofa Gajdę, prowadzącego biuro rachunkowe. Niestety drugi zapowiedział że odejdzie. Aby organizować to, co robi, na wysokim poziomie, potrzebuje minimum 3 sponsorów. Czyli brakować będzie dwóch.
- Nie chcę na tym zarabiać. Pieniądze idą na organizację, ewentualnie w celu zapewnienia zespołom lepszych warunków - wyjaśnia Krzysztof. Ale 27 czerwca będzie chyba już ostatni koncert - dodaje ze smutkiem. - Kocham to co robię i chciałbym, nawet na podstawowych warunkach, organizować imprezy w moim rodzinnym Piszu. Ale jeśli nie będą mnie tu chcieli, to z żalem będę zmuszony realizować swoją pasję gdzie indziej.
Krzysztof zostawił w redakcji Piszanina plakat na wtorkowy koncert Finów. Jestem od niego większym optymistą. Wierzę, że znajdzie się w Piszu ktoś, kto wyciągnie rękę do jego szlachetnej inicjatywy. Oto jego namiary: Krzysztof Korona - Fabryka Dźwięk’UF, tel.  886-532-911, myspace.com/fabrykadzwiekow.
Krzysztof Szyszkowski
Piski Portal Internetowy Piszanin | Wydawca - MASURIA® Krzysztof Szyszkowski | Kopiowanie zawartości bez zgody wydawcy jest zabronione
Polityka Prywatności | Kontakt