Data dodania: 30.09.2010  |  wyświetlenia: 6461
Pisz NIE jest miastem dla rowerzystów
Fot. Krzysztof Szyszkowski
Rowerzyści z braku infrastruktury, w trosce o bezpieczeństwo jeżdżą po chodnikach
Fot. Krzysztof Szyszkowski
Rowerzyści z braku infrastruktury, w trosce o bezpieczeństwo jeżdżą po chodnikach
Udostępnij artykuł na Facebooku
Jeśli szukasz w Piszu problemów i chcesz otrzymać mandat, najlepszym sposobem jest przerzucenie się na ekologiczny środek transportu, jakim jest rower.

Z samochodu na rower

Każdy piski kierowca wie, że rok 2010 jest fatalny dla ruchu drogowego. Budowa rond, przedziwne objazdy, rozkopane ulice powodują korki, nerwicę kierowców i utrudnienia dla ruchu. Tydzień temu postanowiłem, że od tej pory "przerzucam się na rower", a samochód będę wykorzystywał tylko wtedy gdy naprawdę potrzeba.. np. z rodziną wybrać się na wycieczkę poza miasto.

Od tamtej pory poruszam się po Piszu rowerem. Do pracy, do znajomych, a nawet na zakupy. Specjalnie na tę okazję kupiłem większy - trzydziestolitrowy plecak. Jest w sam raz na zakupy, a osiemnastka była za mała.

Jazda rowerem stanowi frajdę. Nareszcie dostrzega się ludzi, oddycha się w miarę świeżym powietrzem, odczuwa się przyjemność, bo pracuje całe ciało, wreszcie ma się poczucie, że chroni się środowisko. W porównaniu do jazdy samochodem, na rowerze człowiek czuje, że żyje.

Rowerzyści jeżdżą chodnikiem z uwagi na bezpieczeństwo. Stróży prawa to nie obchodzi.  

Rowerem na zakupy

I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie wczorajszy wieczorny wypad na zakupy. Mieszkam w centrum miasta przy Okopowej, postanowiłem pojechać do Lidla. Uzbrojony w listę zakupów i nowy plecak ruszyłem chodnikiem lewą stroną ulicy Kościuszki (od CTO) oraz dalej przez most i Wojska Polskiego do marketu. Była godzina 20.00, było ciemno, padał niewielki deszcz, chodniki puste, ulica mimo późnej godziny ruchliwa. Na samą myśl jeżdżenia rowerem ulicą Kościuszki i Wojska Polskiego przechodzą ciarki. A chodniki (te od strony północnej - lewej jadąc w stronę Lidla) mało uczęszczane.

Zrobiłem zakupy w "żółtym markecie", ale że wycieczka była przyjemna i miałem kilka pozycji nieskreślonych na liście zakupów, postanowiłem w drodze powrotnej skręcić w Warszawską i odwiedzić Carrefoura. I to był mój błąd...

Tropiciele na służbie
          
Padał deszcz, było ciemno. Przemierzałem ulicą Warszawską - oczywiście chodnikiem. Jestem bardzo spokojnym człowiekiem i tak też poruszam się na drodze samochodem i rowerem. Bywam przecież pieszym i wiem co znaczy minięcie się z gnającym na oślep rowerzystą. W okolicy ulicy Młodzieżowej dostrzegłem radiowóz. Policjanci jechali Warszawską w przeciwnym kierunku. Kierowca zapuścił tzw. żurawia - czyli odprowadził mnie wzrokiem i pojechał dalej. Oczywiście wtedy tropiciele na służbie upatrzyli sobie we mnie ofiarę.  Dojechałem do Carrefoura i zrobiłem zakupy. Po wyjściu z "białego marketu" dostrzegłem czający się radiowóz. A więc polowanie zaczęło się na dobre. Z pełnym plecakiem ruszyłem w stronę centrum jadąc przez "piską obwodnicę".

W Piszu mamy tak zwany "slalom". Jadąc przez miasto musimy raz po raz wjeżdżać z ulicy na "ścieżkę rowerową", by za chwilę z tej "ścieżki" właczyć się do ruchu. I ten manewr (włączanie / wyłacznie z ruchu) jest berdzo niebezpieczny. 
Panowie policjanci ruszyli za mną. Zapewne postanowili jechać do momentu aż popełnię jakiś błąd. Byli żądni mandatu, bo co innego jak nie kolejny wypełniony świstek przybliży ich do awansu. Podczas gdy jechałem chodnikiem minęli mnie niczym rekin i pognali w stronę mostu. Gdy minąłem rzekę i zjechałem z mostu pomyślałem o niebieskich tropicielach,  zamierzałem uniknąć konfrontacji poprzez skierowanie się w Lipową, ale droga ta jest w przebudowie.  Postanowiłem objechać Kwiatową i Klementowskiego.

Podążać za ofiarą - paragraf się znajdzie

Znajomy opowiedział mi, że policjanci jechali kiedyś za jego autem 30 minut. Do tego momentu, aż znajdą jakiś haczyk, by go zatrzymać i ukarać. Teraz wiem co to oznacza w przypadku rowerzysty. W okolicy szpitala, niedaleko sklepu Lewiatan chodniko - ścieżka rowerowa się kończy i zmienia się w chodnik. I tam mnie „dorwano”.  Przy Mini – Maxie zajechali mi drogę i zatrzymali.

- Czy wie Pan co Pan zrobił? Chodnikiem się nie jeździ! - mówił ze stanowczą i groźną miną młodszy aspirant Robert Wysocki.

Odpowiedziałem, że w Piszu niebezpiecznie jest jeździć po ulicy, że mamy brzydką pogodę i w ogóle poruszanie się ulicą jest czynem samobójczym. Policjant, wbrew logice i zdrowemu rozsądkowi wręczył mi mandat 100 zł z argumentacją, że chodzi o "moje bezpieczeństwo"! Zapytałem go w jaki sposób mam się zatem poruszać po Piszu rowerem. Odparł, że go to nie obchodzi. - Niech Pan chodzi na piechotę lub jeździ samochodem! - odparł służbowo. Gdy opowiedziałem mu o tym że wiedziałem, że czają się na mnie od "nowego ogólniaka" po miejsce dopadnięcia, aspirant Wysocki wydawał się niewzruszony. – Opowiedział, że przeprowadzają dziś akcję "Bezpieczeństwo Rowerzystów", co mnie po prostu osłabiło i zniechęciło do dalszej polemiki z "Panem Władzą". Zatem w ramach akcji bezpieczeństwo dla rowerzystów ukarano mandatem tego dnia kilka(naście) osób za to, że chcieli bezpiecznie jechać chodnikiem, a nie ulicą samobójców.

Ostatecznie na mandacie miałem napisane - jazda rowerem wzdłuż przejścia dla pieszych. Wszyscy jednak dobrze wiedzieliśmy, że prędzej, czy później coś by znaleźli. Dorwali by mnie np. za brak dzwonka przy rowerze. Chcieć to móc! Skoro rusza się w pościg to nie wraca bez łupu.  
             
Konkluzja?
 
Młodszemu aspirantowi Robertowi Wysockiemu oraz sierżantowi Kosikowskiemu gratuluję skutecznego dopadnięcia ofiary i życzę skutecznego mandatowania, co zapewne doprowadzi ich do szybszego awansu. Z tego co zdążyłem zauważyć, 99% piskich rowerzystów z konieczności, z braku infrastruktury i z własnego bezpieczeństwa nagina przepisy na drogach. Policjanci mają więc sporo możliwości w naszym mieście. Rowerzyści to spokojni ludzie i z pokorą przyjmą mandat, wyklinając służbistów w duszy. Co tam bandyci i chuligani. Lepsza jest praca łatwa i przyjemna, w której nawet z ciapłego radiowozu nie trzeba wychodzić.

Jeździć po Piszu rowerem można na dwa sposoby - umiarkowanie bezpiecznie po chodniku (ale to kosztuje mandat) lub bardzo niebezpiecznie ulicami. Rozum podpowiada, by pozostawić rower w piwnicy. Serce, że może coś w Piszu się zmieni. Zarówno w infrastrukturze, jak i w mentalności "obrońców bezpieczeństwa".

Krzysztof Szyszkowski / Piszanin
 

Opinie i komentarze
Piski Portal Internetowy Piszanin | Wydawca - MASURIA® Krzysztof Szyszkowski | Kopiowanie zawartości bez zgody wydawcy jest zabronione
Polityka Prywatności | Kontakt