Data dodania: 12.03.2018  |  wyświetlenia: 4489
Troska o bezpieczeństwo, czy przedwyborczy gadżet?
Prawie jak monitoring
Czy czujemy się bezpiecznie w naszym mieście? Jeszcze do niedawna każdy piszanin odrzekłby bez chwili wahania, że tak. Jednak ostatnie zdarzenia pokazały, że sytuacje mrożące krew w żyłach to nie wyłącznie scenariusz filmu akcji.

Mowa oczywiście o napadzie na kantor w Piszu. Do dziś trwają poszukiwania sprawców, gdyż jedyne zdjęcia przestępców pochodzą z kamer zamontowanych przez firmy prywatne lub od osób mających sprzęt rejestrujący w samochodzie lub na elewacji prywatnych budynków. Sprawa mogłaby znaleźć rozwiązanie szybciej, gdyby istniał monitoring miasta. Niestety, argumentów za było dotychczas mniej, niż tych przeciw. Bo nie lubimy czuć się podglądani, bo to dużo kosztuje. Zatem o inwestycjach tego typu nie było mowy.

Ale dziś już wiemy, że to konieczność i coraz częściej zdajemy sobie sprawę z tego, w jakich sytuacjach posłużyć mogą kamery monitoringu. Potrzebę dostrzegły również władze miasta. Jak poinformował Urząd Miejski w Piszu, już wkrótce rozpocznie się montaż 14 nowych kamer miejskiego monitoringu.

Głównym celem jego budowy jest  - jak dowiadujemy się z informacji prasowej - zwiększenie poczucia bezpieczeństwa wśród mieszkańców miasta i turystów. Informacja o stałej rejestracji obrazu pozwoli też na zapobieganie przestępstwom w miejscach publicznych, aktom chuligaństwa i wandalizmu.

Jako pierwsze zamontowane będą kamery wokół Piskiego Domu Kultury i na Placu Daszyńskiego. Pod stałym dozorem rejestratorów obrazu znajdzie się również część ul. Klementowskiego – skrzyżowanie z ul. 1 Maja, przejścia dla pieszych, a także skwerek przy SP 1. W kolejnych etapach przewiduje się wprowadzenie monitoringu na rondach, ulicach i ciągach pieszych oraz plaży miejskiej.

Niestety owej zapowiadanej instalacji nie można nazywać monitoringiem. Kamer nie będzie obserwował człowiek, obraz będzie jedynie rejestrowany i w razie potrzeby, po zdarzeniu, odtwarzany przez Policję.

ZDANIEM PISZANINA

Jest bardzo mądre powiedzenie: Jeśli chcesz kupić rzecz dobrą i tanią, musisz kupić dwie rzeczy. Na ostatniej sesji Rady Miejskiej mówiono, że taki monitoring będzie prawie bezkosztowy. Czyli przyznano, że będzie to gadżet - zupełnie bezużyteczny.

Prawdziwy monitoring polega na obserwacji przez człowieka i rejestracji obrazu za pomocą porządnych kamer. Jedna taka kamera, z odpowiednim zoomem optycznym i jakością obrazu pozwalającą na uznanie obrazu jako materiał dowodowy, kosztuje około 10 tysięcy zł, nie licząc kosztów instalacji, transmisji i zapisu.

Taki operator obserwuje otoczenie, ZANIM stanie się coś złego. Zgłasza podejrzane osoby, zachowania, zbiorowiska i przekazuje informacje do patroli policyjnych. W proponowanej formie pobity turysta, czy mieszkaniec nie zyskuje poczucia bezpieczeństwa. A chodzi przede wszystkim o to, by zapobiegać przykrym zdarzeniom.

Jeśli nie stać nas na profesjonalny sprzęt i operatorów obserwujących kamery 24 godziny na dobę, to nie stać nas monitoring. To, co proponuje burmistrz Szymborski, to "zapising", nie monitoring. Chyba że na to chwytliwe słowo spojrzymy wyłącznie przez pryzmat najbliższych wyborów.

 

Udostępnij artykuł na Facebooku  
Komentuj na Facebooku
Piski Portal Internetowy Piszanin | Wydawca - MASURIA® Krzysztof Szyszkowski | Kopiowanie zawartości bez zgody wydawcy jest zabronione
Polityka Prywatności | Kontakt